Jestem niepoprawnym optymistą! Wierzę i wiem, że wszystko jest możliwe. Nie ma sytuacji bez wyjścia i każde doświadczenie jest pozytywne w tym sensie, że daje nam cenną wiedzę i umiejętności, które później możemy wykorzystać. Jestem osobą, która często potrafi cieszyć się z traumatycznych wręcz przeżyć, bo wiem, że ból i problemy mają na celu nas umocnić i dać siłę do dalszej walki o swoje marzenia. Nie zdobędziesz przecież szczytu od razu - dlatego życie na każdym etapie twojej drogi ku realizacji celów, aranżuje specjalnie dla ciebie nowe zdarzenia i przeżycia, które dają ci bilet do kolejnego etapu poszukiwań. Na tym polega nauka.
Życie to najwspanialsza podróż, jaka może mi się przytrafić w życiu! Niezależnie od tego, jak to masło-maślanie brzmi, niewiele osób uświadamia sobie ten fakt. Ci natomiast, którzy zdają sobie z tego sprawę, stają się architektami swojej egzystencji - i tworzą z niej, każdego kolejnego dnia, dzieło sztuki.
Wiem, na podstawie swojego doświadczenia oraz doświadczenia innych ludzi, że jeśli "coś nie gra" w naszym życiu, to znaczy, że pewne sytuacje i zdarzenia nie zostały przez nas rozliczone (na poziomie świadomym i podświadomym) i dopóki nie wyciągniemy z nich nauki na przyszłość będą one powracały jak bumerang - te same schematy działania, fobie i przekonania ograniczające jakikolwiek rozwój.
Jestem optymistą, bo widzę przyszłość klarownie i perspektywicznie. Do tego wiem, że jedynym światem, jaki istnieje naprawdę, jest świat naszych myśli i przekonań - natomiast świat zewnętrzny, tzw. obiektywny, jest tylko i wyłącznie odbiciem tego pierwszego.
O pesymistach i narzekaczach...
Czemu tak jest, że na świecie (a jeśli nie na świecie, to na pewno w Polsce) większość ludzi narzeka na niemal wszystko, co się dzieje dookoła? "Nienawidzę swojej pracy, moja rodzina mnie nie rozumie, żona mnie zniewala, a znajomym trzeba obrobić dupę, żeby lepiej się poczuć". Czemu tak jest?
Są tacy, którzy wpędzają się w stany rozgoryczenia i złości, ponieważ autobus im się spóźnia 10 minut. Do tego pada deszcz i w domu, kiedy już do niego wrócą, czeka na nich wielkie sprzątanie. Inni czekając te same 10 minut na autobus mogą na chwilę wpaść w zadumę i nie mieć tę niebywałą okazję, by chociaż na kilka minut wejść głęboko do swojego wnętrza i podziękować sobie/Bogu/Opatrzności/Życiu, że mogą oddychać w normalny sposób... że ich płuca są sprawne... że nawet, jak autobus nie przyjedzie nigdy, to mają silne nogi, którymi mogą dojść do domu na piechotę... jeśli spadnie deszcz, mogą się cieszyć (w przeciwieństwie do ludzi, którzy umierają na odizolowanych salach szpitalnych), że wchodzą właśnie kontakt z naturalnym żywiołem... że kiedy będą chcieli, mogą schować się w domu i skosztować ciepłej herbaty... Oczywiście większość ludzi traktuje jako normalne to, że mają zdolność samodzielnego poruszania się, że mają gdzie spać każdej nocy i że jutro rano obudzą się bez ataku serca. Nie, to nie jest normalne - to, że możesz otworzyć oczy nad ranem - jest darem życia, a nie czymś z założenia oczywistym! Każdy kolejny dzień jest kolejnym życiem, kolejnym wcieleniem. Jedni więc mogą traktować niezakłócone funkcjonowanie np. swojego układu krwionośnego jako coś, co im się należy i istnieje, bo musi istnieć - wkurzając się, że autobus się spóźnił 10 minut. Inni mogą cieszyć się, że autobus się spóźnia, ponieważ dzięki temu mają chwilę na refleksję nad swoim własnym życiem. To, jakie wywołujesz w sobie emocje jest tylko i wyłącznie związane z twoim własnym podejściem do życia. Jeśli masz naturę pesymisty, narzekacza i nihilisty, to może cię nawet zdołować fakt, że chodnik nie jest tego koloru, który ci się podoba. Jeśli natomiast jesteś aktywnym uczestnikiem cudu zwanego życiem, to może cię uradować nawet głupi powiew wiatru. I powiem tak: zarówno wkurzanie się na spóźniony autobus, jak i radość z powiewu wiatru to absurdalne (i subiektywnie stworzone) zachowanie. Pytanie tylko, czy chcesz być szczęśliwy czy przygnębiony. Bo jest tak, że zawsze (podświadomie) dobierasz interpretację zdarzeń z zewnątrz do swojego własnego sposobu myślenia i odczuwania.
Są na przykład ludzie, którym narzekanie i dołowanie się jest najzwyczajniej na rękę. Jedni narzekają, ponieważ chcą zwrócić na siebie uwagę, inni robią to dlatego, żeby zrzucić całkowitą odpowiedzialność za swój obecny stan egzystencji na osoby trzecie. Są również tacy, którzy narzekają, dołują się i wkurzają, ponieważ są chorobliwie uzależnieni od tych negatywnych stanów. Sam kiedyś byłem artystą, któremu odebrawszy możliwość wpadania w depresję, zabrałbyś również całą wenę i natchnienie. Duża ilość pesymistów żyje na bazie takich, a nie innych stanów emocjonalnych, ponieważ są one jak narkotyki, które mimo całej "mrocznej" otoczki, jednak coś im dają! Są oczywiście jeszcze setki innych powodów, na bazie których ludzie narzekają dla samego narzekania...
O sztucznym optymizmie...
Mam wielu znajomych, którzy krytykują szkolenia z zakresu rozwoju osobistego za to, że wpaja się ich uczestnikom sztucznie wykreowany sposób myślenia, oparty na bezgranicznym optymizmie, radości życia i niepohamowanym entuzjazmie. Najczęściej znajomi ci podają przykłady "tych kursów pozytywnego myślenia, co się w Stanach robi". O ile ja, jako że jestem trochę bardziej w temacie niż oni (tzn. znam to 'rozwojowe' środowisko lepiej niż oni), mam nieco inne zdanie na ten temat, to jednak zgodzę się z tym, że często ludzie z tego 'rozwojowego środowiska' zachowują się w naprawdę sztuczny sposób, promując siebie samych jako żarzących nieskrępowaną energią, ultra-optymistów z wielkim wymodelowanym bananem na twarzy. Bycie optymistą dla samego optymizmu - ponieważ jest on cool i trendy - i cieszenie się dla samej idei cieszenia się - jest sztuczne i fałszywe po stokroć. I faktycznie, znam ludzi, którzy szczerzą zęby z "radości", ponieważ tak ich nauczono - wpojono im ideologię optymimu, entuzjazmu i sukcesu. Nie rozumieją oni natomiast fundamentów, na jakich owa ideologia się opiera. Ja na przykład jestem szczęśliwym człowiekiem i wielkim optymistą, nie dlatego, że optymizm "jest fajny" i "daje powera do działania", tylko dlatego, że zrozumiałem, że życie jest cudem, a każdy dzień to kolejna przygoda i eksperyment. Źródłem mojego optymizmu nie jest optymizm, ale sieć głębokich przekonań na temat siebie, innych i świata w ogóle, które to przekonania są trwale zakotwiczone w moim umyśle świadomym i podświadomym.
O braku tolerancji dla smutku...
Mam kumpla, który kiedyś stwierdził, że on boi się przychodzić do mnie ze swoimi problemami (lub kiedy jest po prostu zdołowany), ponieważ ja, jako największy optymista spośród jego znajomych, wyśmieje go albo zbesztam za to, że doświadcza w tym momencie negatywnego stanu emocjonalnego. Kumpel ten wiedział (i wie nadal), że dla mnie nie ma czegoś takiego jak problemy - istnieją tylko wyzwania; myślał, że skoro ja się tak cieszę życiem, to znaczy, że go nie zrozumiem, ponieważ stany depresji nie są mi znane, a już tym bardziej tolerowane przeze mnie. Nic bardziej błędnego! To fakt, że od kiedy zacząłem intensywnie pracować nad sobą (nad swoim sposobem percepowania świata) rzadko kiedy jestem przygnębiony czy wkurzony. Nie oznacza to jednak, że nie doświadczam negatywnych stanów emocjonalnych. Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy ludźmi i nie ma takiej metodologii psychologicznej, która zdołałaby przekształcić nas w zaprogramowane roboty, które każdego dnia i w każdej chwili będą podskakiwały ze szczęścia, nigdy się nie zasmucą, a już na pewno nie zapłaczą. Nie ma takiego zestawu technik pracy ze swoim umysłem, który usunąłby z nas cały smutek, lęk, ból czy zmęczenie! Nie ma takiego systemu rozwojowego, który byłby w stanie to uczynić! A jeśli istnieje taki system, to chcę go poznać, a potem o nim bezpowrotnie zapomnieć! Nie ma bowiem nic gorszego od wyzbycia się swojego własnego człowieczeństwa...
Jako, że na co dzień stosuję wobec samego siebie niezliczoną ilość różnego rodzaju technik z zakresu hipnoterapii, NLP czy coachingu, potrafię w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu minut zmienić swój stan emocjonalny z dość "solidnej" depresji na pełną radość przeżywania chwili obecnej. Znam wiele metod, które mają temu służyć i dzięki temu nadawać życiu pięknego kolorytu. Zdarza się jednak również tak, że pozwalam sobie na kilka godzin czy nawet kilka dni wewnętrznego wyciszenia, przejmującego smutku czy głębokiej nostalgii, tylko po to, żeby móc poczuć się człowiekiem! Żeby wiedzieć, że nie jestem zaprogramowanym komputerem, który każdego dnia odpala trybiki, które sprawiają, że komputer jest idealny, doskonały, perfekcyjny, świeży i czysty - tylko, że jestem człowiekiem z krwi, potu i kości - że potrafię się zasmucić, że nie obce mi zdenerwowanie czy chwila totalnego zdołowania.
Niestety jest tak, że kiedy już pozyskasz odpowiednią wiedzę, umiejętności czy przekonania i zaczynasz 'reprezentować' tę jasną stronę mocy (optymizm, entuzjazm, energię), możesz spotkać się z ogromnym zdziwieniem i zaskoczeniem ze strony ludzi, z którymi przebywasz na co dzień, kiedy nagle, dosłownie na chwilę, przejdziesz na tę "ciemną stronę mocy". Może ich nawet zrazić nagła "zmiana" Twojego "sposobu bycia". Co więcej - mogą czuć się oszukani (i wręcz nie pozwalać ci na taki stan)! Przecież jesteś chodzącą radością życia, biegającym optymizmem i skaczącym entuzjazmem! A tu nagle spędzasz dzień na całkowitym wyciszeniu i zbalansowaniu swojego stanu emocjonalnego. Nie zdziw się, gdy usłyszysz wtedy teksty, że "dzisiaj nie jesteś sobą" albo że "to nie Ty" - że "nie takiego cię znam"...
Myślenie, że do człowieka można przypasować jeden stan emocjonalny na całą resztę jego życia, charakteryzuje ludzi, ktorzy są po prostu na niskim poziomie emocjonalnym. Jak można twierdzić, że ktoś może być przez całe życie tylko szczęśliwy albo tylko zdołowany? Człowiek to przecież skomplikowana konstrukcja, mieszcząca w sobie wiele (albo jeszcze więcej) niewyjaśnionych i tajemniczych procesów psychofizjologicznych.
Jeśli więc na co dzień jesteś niepoprawnym optymistą i buchasz nieskrępowaną energią, wielu ludzi może przyłatać ci łatkę "wesołej małpki/maskotki", której zadaniem jest rozweselać wszystkich na około i dbać nonstop o ich pozytywny nastrój. Jeśli dzieje się inaczej i wychodzisz poza własną definicję (nadaną przez nich) i opuszczasz szufladkę "człowieka z jednym stanem emocjonalnym na całe życie" - wtedy przestajesz w pewnym sensie spełniać swoją rolę i... nie zdziw się, jak ci ludzie zaczną się od ciebie odwracać. Możesz wtedy usłyszeć słowa "Ej... teraz dołujesz mnie, nie gadam z tobą..." albo "wolę cię tamtego, teraz źle mi się z tobą przebywa" itd. itd. Wtedy osoba, która tak mówi, nie lubi/kocha/szanuje cię za to kim naprawdę jesteś, ale za projekcję, jaką ta osoba ma na twój temat w swojej głowie. Ona nie lubi przebywać z tobą - ona lubi przebywać ze swoim wyobrażeniem na twój temat. Karmi się oczekiwaniami wobec twojej osoby - jeśli te oczekiwania nie zostaną przez ciebie zrealizowane, wtedy wracasz do punktu zero, czyli
jesteś jednym z tych przeciętnych szaraków, którzy życie traktują jako karę. Czyli generalnie wszystko jest fajnie, dopóki jest fajnie. Nie jesteś więc człowiekiem o bardzo różnorodnej strukturze psychosomatycznej, którego lubię i szanuję - jesteś chodzącym jednolitym stanem emocjonalnym, który jest dla mnie użyteczny i właśnie dlatego cię lubię! Tego typu podejście jest według mnie całkowitym wypaczeniem i błędną interpretacją tego, w jaki sposób hipnoza, NLP czy coaching może odmienić ludzkie życie i wprowadzić do niego niewyobrażalne (aczkolwiek realne) pozytywne zmiany.
Reasumując...
Uprawiam sztukę życia, która sprawia, że każdy kolejny dzień to dla mnie magia spełnień i cały wachlarz inspiracji. Poznałem tajniki metodologii, które ułatwiają mi w niebywały sposób radzenie sobie ze stresem, smutkiem, bólem czy lenistwem. Zostałem praktykiem wiedzy, która dała mi umiejętności wywoływania w sobie najbardziej ekstatycznych i orgazmicznych stanów świadomości, bez pomocy żadnych czynników zewnętrznych. ALE nadal jestem tylko (i aż!) człowiekiem!Bo właśnie o to chodzi... że dzięki rozwojowi osobistemu dążymy ku temu, by osiągnąć pełnię człowieczeństwa oraz po to, by zrozumieć, że życie nie jest czarno-białe i że każdy dzień to okazja, by uświadomić sobie swoją własną niepowtarzalną wartość, zrozumieć ją i docenić...